Pierwsze słowo jakie ostatnio słyszę co rano (czyli mniej więcej około godziny piątej) to "ha-o", czyli światło. Kiedy już zapalę światło, brzdąc wtula się we mnie i pada następna komenda "ba-a", czyli bajka.
Po opowiedzeniu bajeczki Janek zazwyczaj jeszcze chwilę przytula się do mnie, po czym złazi z łóżka i człapie w stronę drzwi. I w tym miejscu zostaje wydane kolejne polecenie "o-ho-hy" czyli otworzyć (Janek ma problem z otwarciem drzwi od swojego pokoiku, pozostałe drzwi w domu otwiera bez problemu).
Następnie Jasio tupta do drugiego pokoju skąd zabiera ulubioną książeczkę i wraca z nią do łóżka.
"hy-a" czyli czytać, pada rozkaz i mama ledwo patrząc na oczy nie ma wyjścia - oglądamy książeczkę, Janek nazywa to, co widzi na obrazkach.
Pomiędzy jednym obrazkiem, a drugim pada donośne "AM", którego nigdy nie wolno zignorować, jeśli nie chcemy narazić się na zły humor naszego malucha. Rzucam więc do męża "Maciej, słyszałeś?". W odpowiedzi słyszę zaspane "yhhyyyyy" z drugiego pokoju. I tak o godzinie piątej zaczyna się nasz dzień :). Potem jest już tylko lepiej ;) Padają kolejne polecenia:
-"o-oł-a" czyli fikołka
-"je-e" jeszcze
-"ho" z wyrzutem w moją stroną, że niby idę, a jeszcze próbuję trochę poleżeć w łóżku. Często towarzyszy temu szarpanie za rękę, nie mam więc wyjścia
-"to" -paluszek wskazujący celnie pokazuje swoją ulubioną zabawkę
Wstaję i podaję brzdącowi. Widzę, że ma problem z otwarciem pudełka.
"o-ho-hy" czyli otworzyć- pada natychmiast komenda.
Otwieram.
"y-y-a" czyli wysypać. Oczywiście, że mógłby sam, ale skoro już prosi i komunikuje to matka wykonuje ;)
Itp. Itd. I tak w koło Macieju cały dzień.
Swoją drogą jestem jedyną osobą, która względnie rozumie ten bazujący na samogłoskach dialekt naszego Janka (w końcu ma się te zdolności do języków obcych;). Mąż rozumie niektóre wyrazy, ale często gęsto pada w moją stronę pytanie : "Co on powiedział?" Włączam wtedy funkcję translatora i tłumaczenie gotowe ;)
Dzisiejszy filmik (lizak jest ksylitolowy - Jasio wciąż na diecie niskocukrowej):
No I jak tu nie wierzyc w to ze MAMA jest najwazniejsza:) przyklad: mama-translator, mama-wstawacz,mama-podawacz etc:-) Jasio wie czego chce i żąda. Gorzej gdyby cały czas był stymulowany do zabaw.
OdpowiedzUsuńW ogóle jakoś zauważyłam ze teraz w tym czasie dużo dzieci poszło do przodu- moj mały dzisiaj powiedział 5!!! wyrazów w zdaniu tak bardzo wyraźnie ze aż z mezemy wcisnelo nas w krzesła!- "kubus jutro idzie do przedszkola" ach...
Pozdrawiam
Gratuluję postępów i bardzo się cieszę :)
UsuńOj widzę, że nasze dni są bardzo podobne:) Pawełek z samego rana rozpoczyna swoje rządy;) półprzytomna lezę do kuchni zrobić kaszkę, potem musowo bajka:) i wspólne oglądanie książeczek..no i tak do samego wieczorka:) u nas podobnie też z rozumieniem mowy:) mąż co rusz patrzy na mnie i pyta co szkrab mówi:) no i tłumaczę:)miłego dnia Agatko:*
OdpowiedzUsuń:)) Fajnie jest wiedzieć, że są podobne rodziny, pozdrawiam kochana :)
UsuńTo minie i będzie lepiej :) Tylko nie dawajcie mu sobą za bardzo kierować. Wykorzystujcie jego chcenia do rozwoju. Niech się uczy, że trzeba poprosić lub samemu przynieść. Jest motywacja, będzie też działanie :)
OdpowiedzUsuńDzięki Basiu, ja już naprawdę zaczynam wierzyć, że jesteśmy na początku drogi ku dobremu :)
OdpowiedzUsuń