Wiele razy słyszałam już pytanie: skąd wiedziałaś, że z Jasiem jest coś nie tak? przecież wygląda normalnie... Owszem Jasio to śliczny chłopczyk, patrząc na jego zdjęcie nikt nie powiedziałby, że jest to dziecko autystyczne. Ale to jest też jedna z cech tej choroby, nie jest ona wypisana na twarzy dziecka i nie rzuca się w oczy od pierwszego spojrzenia, jak np. zespół Downa. Niewprawnemu obserwatorowi trudno zauważyć, że dziecko, które ma przed sobą cierpi na jakąś chorobę. Jednak po kilku/ kilkunastu minutach obserwacji zachowania dziecka zaczynamy mieć pewne podejrzenia.
Wracając do Janka, skąd wiedziałam, że to autyzm? To proste, nie dało i wciąż nie da się tego nie zauważyć. Oto kilka charakterystycznych cech autystycznych u Jasia:
- Janek nie potrafi bawić się w udawanie. Nie potrafi udawać, że karmi misia, że go leczy bo misio jest chory. Nie wymyśla historyjek związanych z przedmiotami. Nie potrafi udawać, że klocek to telefon i przykładać go do ucha udając, że dzwoni, ani, że wiaderko to garnek i wrzucać do niego różne rzeczy udając, że gotuje zupę. W związku z tym leżą też wszystkie zabawy tematyczne, typu w lekarza, w gotowanie, w dom, w mechanika.
- Jasio nie potrafi bawić się samodzielnie. Pozostawiony sam na sam z zabawką oddaje się swoim stereotypowym zachowaniom, to znaczy: jeśli zabawka ma ruchome elementy to próbuje nimi poruszać, albo rzuca nią o podłogę, czy puka w stół. Nie jeździ autkami, nie układa klocków, nie bawi się żadną zabawką zgodnie z jej przeznaczeniem. Ale, dzięki terapii, zdaje sobie już sprawę jakie jest przeznaczenie tych zabawek, potrafi nawet przez chwilę użyć ich zgodnie z ich celem, tylko zawsze dzieje się to na skutek wydanego mu polecenia. Innymi słowy, trzeba cały czas kontrolować i korygować jego zachowanie. Terapia Jasia ma doprowadzić do tego, że w pewnym momencie szkrab nie będzie tej naszej korekty potrzebował i sam zacznie używać przedmiotów zgodnie z ich przeznaczeniem, ale do tego jeszcze długa droga. Podam przykład, niedawno Janek bawił się miarką, mierzył różne przedmioty, za każdym jednak razem czekał aż ja mu wydam polecenie, np. zmierz klocek i dopiero wtedy to robił. Bez polecenia nie był w stanie dalej samodzielnie kontynuować zabawy.
- Janek ma ogromny problem z rozumieniem i wyrażaniem emocji. Nie reaguje, kiedy widzi, że mama czy tata płacze, nie pociesza, nie głaszcze widząc, że któreś z nas się uderzyło i coś go boli, a są to naturalne odruchy u małych dzieci. Jasio nie śmieje się, kiedy śmieją się inni, nie potrafi wyrazić zazdrości kiedy widzi, że przytula się do mnie inne dziecko (ale ostatnio zaczął minimalnie okazywać, że coś mu w takiej sytuacji nie pasuje), zazwyczaj nie reaguje kiedy mama czy tata wychodzi z domu (chociaż przez ostatnie kilka dni płakał kiedy wychodziłam do pracy, zobaczymy jak się to rozwinie). Janek nie potrafi też pokazać jak dziecko płacze, jak się śmieje, a jaką minę robi kiedy jest złe. Większość emocji to dla niego czysta abstrakcja. Jasio ma też problem z przytulaniem się do osób innych niż mama i tata i nawiązywaniem kontaktu fizycznego. Podanie komuś ręki witając się to dla niego ogromne wyzwanie.
- Jaś nie jest też ruchowo tak sprawny jak większość dzieci w jego wieku, ma tendencję do podkurczania rączek/ trzyma je cały czas lekko uniesione i zgięte w łokciach. Macha też nimi jak ptaszek kiedy doświadcza silnych emocji, np. gdy coś mu się bardzo podoba lub gdy się czegoś przestraszy. Nie lubi jeździć na jeździku, na hulajnodze w przedszkolu jedzie w tempie dwóch centymetrów na minutę, nie ma nawet mowy o jeździe na rowerku. Nie potrafi skakać, jest to dla niego bariera na razie nie do pokonania. Nie potrafi grać w kręgle, ma ogromny problem z rzucaniem w jakimś kierunku, nie mówiąc już o rzucaniu do celu. Wszystkie zabawy związane z ruchem są dla niego bardzo trudnymi ćwiczeniami.
- Jasio ma też duży problem z dzieleniem się uwagą. Z jednej strony kontakt wzrokowy jest już naprawdę super, Janek często nawiązuje go spontanicznie w różnych sytuacjach. Z drugiej strony jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby moje dziecko przybiegło do mnie pokazując, że koniecznie muszę coś zobaczyć. Nie potrafi dzielić się tym co przeżywa, co właśnie mu się spodobało lub go przestraszyło. Nie podąża też wzrokiem za przedmiotami, które my obserwujemy, na które patrzymy, nie potrafi namierzyć rzeczy, którą wskazujemy mu palcem, mimo tego, że tę rzecz nazwiemy.
- Janek jest nadwrażliwy na dźwięki. Nie toleruje większości zabawek grających, nie lubi dźwięku dzwonka do drzwi czy domofonu. Jego nadwrażliwością słuchową nie rządzą żadne zasady, nie jesteśmy więc w stanie przewidzieć jak zachowa się za każdym razem kiedy jest poddawany nowym bodźcom słuchowym. Czasami jakiś dźwięk mu się podoba, innym razem doprowadza go do płaczu. Muszę jednak przyznać, że ostatnio jego nadwrażliwość słuchowa zaczyna się wyciszać, obecnie bardzo rzadko płacze w reakcji na nowe bodźce, nie trzaska już tak jak dawniej drzwiczkami szafek stymulując się słuchowo.
- Jasio nie lubi zmian w jego otoczeniu. Jako dzielny chłopiec potrafi wiele z nich zaakceptować, choć wyczuwamy ile musi go to kosztować. Dzisiaj na przykład, wracając z zajęć logopedycznych widziałam, że wiedział kiedy zbliżaliśmy się do drogi do domu, zaczął podskakiwać w miejscu i patrzeć w tamtą stronę. Ale my pojechaliśmy jeszcze do sklepu i zmieniliśmy trasę nie skręcając tam gdzie zawsze. Zobaczyłam jak rzednie mu mina, ale dzielnie zebrał się w sobie i wytrzymał, trochę tylko narzekając, postój pod sklepem. Janek lubi sytuacje przewidywalne, nie lubi więc odwiedzać nowych miejsc (zawsze na wejściu gdziekolwiek jest płacz), mamy też problem z wizytami u rodziny. Najgorzej Jasio czuje się, gdy w jego otoczeniu pojawiają się hałasujące i biegające małe dzieci, zupełnie nie potrafi się wtedy odnaleźć (wystarczy, że przyjdzie do Jasia w odwiedziny sąsiad i Janek od razu się usztywnia, związane jest to z tym, że Jasio nie wie jeszcze do końca jak reagować na inne dzieci).
- Janek ma problem z naśladowaniem dźwięków mowy. W związku z tym jest też ogromny problem z rozwojem mowy u Jasia. Poza tym samo naśladownictwo nie jest u Jasia tak rozwinięte jak u dzieci zdrowych. Często bardzo stara się naśladować ruch bądź sekwencję ruchów, ale nie zawsze mu to wychodzi. Z reguły nie naśladuje też spontanicznie gestów, np. nie macha spontanicznie na pożegnanie, zawsze trzeba go poprosić, żeby to zrobił.
Na tym skończę, chociaż to jeszcze nie wszystko. Być może będę w przyszłości aktualizować tego posta dodając nowe spostrzeżenia.
Bardzo dobry post!!!
OdpowiedzUsuńStarałam się :)
UsuńWiesz ja ostatnio też znów usłyszałam "on ma autyzm!? Wcale po nim nie widać!". Ja wiedząc jak było i jak jest teraz odpowiadam pękając z dumy "no, już nie widać". Dopiero po czasie myślę sobie co ja plotę. Powinnam ich uświadamiać, że autyzm to nie zawsze dziecko, z którym nie ma żadnego kontaktu. Ale ja nie wiem już jak to jest nie znać autyzmu i nie przychodzi mi do głowy, że ludzie tak mówią nie dlatego, że mają o tym pojęcie, tylko właśnie odwrotnie.
OdpowiedzUsuńBardzo dobry tekst. Ja jak mam coś powiedzieć o autyzmie Kuby zawsze się zacinam, bo to jest taki ogrom, że nie da się tego opowiedzieć jednym zdaniem.
Dzięki, czuję, że jeszcze o wielu rzeczach nie napisałam. I też nie potrafiłabym pozbierać myśli i odpowiedzieć tak składnie zapytana podczas rozmowy o co chodzi z tym autyzmem Jasia. Dlatego właśnie ten blog.
Usuń