czwartek, 27 grudnia 2012

Święta według Jasia

Tegoroczne święta w naszym wydaniu były bardzo spokojne, chwilami nawet powolne i dłużące się. W zeszłym roku święta obchodziliśmy sami, byliśmy wówczas po pierwszej wizycie u psychologa dziecięcego i przed pierwszym spotkaniem w poradni dla dzieci autystycznych, słowo autyzm wisiało w powietrzu, atmosfera w domu nie była ani trochę świąteczna. W tym roku było już lepiej, można powiedzieć, że autyzm został udomowiony. Poza tym przyjechali do Jasia dziadkowie, wujek i ciocia. Trochę się obawialiśmy jak Janek zareaguje na taki tłok w domu, przygotowywaliśmy go na to, tłumaczyliśmy co będzie się działo. Okazało się, że nie było tragedii. Jasio zmiany zaakceptował, zachował jednak dystans, a kiedy miał już dosyć nowych twarzy i głosów, włączał wszystkie grające zabawki, które miał pod ręką, do tego nucił sobie pod nosem swoje melodie zagłuszając w ten sposób zewnętrzny świat i uciekając do swojego światka, w którym czuł się bezpieczniej.

Oprócz tego ulubione świąteczne aktywności Jasia to: 
- wymuszanie na mamie stawiania go na parapecie i opowiadania co jest za oknem, 
- wymuszanie na mamie rysowania mu różnych przedmiotów i nazywanie ich potem w swoim języku (połowę rysowanych mu rzeczy Janek ochrzcił słowem "me-e", potem mama musiała główkować cóż to synek zażyczył sobie, żeby mu narysować), 
- tańczenie do melodyjek z keyboardu, hitem było tańczenie do melodii granych na żywo przez wujka :), 
- wymuszanie na cioci, żeby dała mu telefon (ciotka przyjechała nieprzygotowana bo miała telefon bez dotykowego ekranu, Janek jakoś przełknął tę stratę i szalał na klawiaturze telefonu cioci),
- wymuszanie na tacie, żeby włączył tryb migania lampek (na swoje nieszczęście tata kupił lampki choinkowe, które migają na wiele różnych sposobów, Janek o mało nie odleciał ze szczęścia, kiedy to zobaczył)

I to chyba tyle. Jak widać słowo "wymuszanie" rządzi, a nasz synek najwyraźniej przechodzi okres buntu, co prawda w dość łagodnym wydaniu, ale jednak. Chwilami bywa to męczące, ale cieszymy się, że nasze dziecko odkryło, że ma wpływ na to co się z nim dzieje, do tej pory Janek biernie poddawał się wszystkiemu co z nim robiliśmy.

1 komentarz:

  1. Ciesze sie, ze spedziliscie milo swieta. Fajnie, ze rodzina przyjechala do Jasia. Zeby tylko nie zasmakowal w tym wymuszaniu. Nasz Slodziak wymuszanie i ustawianie innych ma w malym palcu. Odwrotnie do Jasia, od urodzenia stawial czynny opor wobec wszystkiego co sie z nim robilo. Widocznie taki typ :-)

    OdpowiedzUsuń