Oprócz tego ulubione świąteczne aktywności Jasia to:
- wymuszanie na mamie stawiania go na parapecie i opowiadania co jest za oknem,
- wymuszanie na mamie rysowania mu różnych przedmiotów i nazywanie ich potem w swoim języku (połowę rysowanych mu rzeczy Janek ochrzcił słowem "me-e", potem mama musiała główkować cóż to synek zażyczył sobie, żeby mu narysować),
- tańczenie do melodyjek z keyboardu, hitem było tańczenie do melodii granych na żywo przez wujka :),
- wymuszanie na cioci, żeby dała mu telefon (ciotka przyjechała nieprzygotowana bo miała telefon bez dotykowego ekranu, Janek jakoś przełknął tę stratę i szalał na klawiaturze telefonu cioci),
- wymuszanie na tacie, żeby włączył tryb migania lampek (na swoje nieszczęście tata kupił lampki choinkowe, które migają na wiele różnych sposobów, Janek o mało nie odleciał ze szczęścia, kiedy to zobaczył)
I to chyba tyle. Jak widać słowo "wymuszanie" rządzi, a nasz synek najwyraźniej przechodzi okres buntu, co prawda w dość łagodnym wydaniu, ale jednak. Chwilami bywa to męczące, ale cieszymy się, że nasze dziecko odkryło, że ma wpływ na to co się z nim dzieje, do tej pory Janek biernie poddawał się wszystkiemu co z nim robiliśmy.
Ciesze sie, ze spedziliscie milo swieta. Fajnie, ze rodzina przyjechala do Jasia. Zeby tylko nie zasmakowal w tym wymuszaniu. Nasz Slodziak wymuszanie i ustawianie innych ma w malym palcu. Odwrotnie do Jasia, od urodzenia stawial czynny opor wobec wszystkiego co sie z nim robilo. Widocznie taki typ :-)
OdpowiedzUsuń