sobota, 29 grudnia 2012

Jasio mechanik

Będąc wczoraj na zakupach postanowiłam wydać część "prezentowych" pieniędzy i kupiłam Jasiowi zabawkę. Dawno już nie kupiłam swojemu dziecku takiej zwyczajnej zabawki, właściwie dopiero od niedawna zaczął się nimi interesować i próbować bawić. Przestał się też, przynajmniej częściowo, bać zabawek grających. Wciąż jednak stymuluje się światełkami zabawek świecących, dlatego muszę cały czas uważać co mu kupuję. Prezent (wiertarka i samolot, posiadający wiele śrubek, które można ową wiertarką wkręcać i odkręcać) okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzisiejszy dzień Jasio spędził z wiertarką w ręce :)



Funkcjonowanie Jasia przypomina obecnie huśtawkę, choć może lepszym porównaniem byłaby  kolejka w wesołym miasteczku. Chwilami nie nadążam rejestrować kolejnych wzlotów i upadków. Momentami jestem szczerze przerażona zachowaniem synka, są to rzeczy, na które przykro patrzeć i o których ciężko pisać, dzisiaj daruję sobie szczegółowy opis bo nie mam na to siły. Ale są też momenty pozytywne, nawet bardzo pozytywne. Jasio zrozumiał wreszcie znaczenie słów "tak" i "nie" (ćwiczyłam z nim to od kilku miesięcy). Zaczął kręcić głową na nie i potakiwać na tak. Wymawia też te słowa, choć co prawda jeszcze mało wyraźnie. Jeśli chodzi o mowę to ostatnio mamy wrażenie, że Jasio mówi coraz więcej i głośniej. Jest to język "jasiowy" i niewiele osób jest w stanie go zrozumieć, ale cieszymy się bardzo, że Janek podejmuje próby komunikacji. Cieszy mnie też, kiedy synek woła mnie mówiąc "ho" (chodź) :) i kiedy szuka naszego towarzystwa. Tego "ho" nauczył się w przedszkolu. Ponieważ Jasio zna literki alfabetu, terapeutki Jasia wpadły na świetny pomysł. Na framudze drzwi w Jasia salce w przedszkolu, na wysokości jego wzroku powiesiły karteczkę z napisanym na niej "HO". I w ten sposób nauczyły Jasia, że kiedy wychodzi z pokoju i chce, żeby towarzyszyła mu osoba dorosła musi to "ho" powiedzieć, najlepiej w jej stronę. Jasio po pewnym czasie załapał. Cieszę się z tego bardzo, z drugiej strony jednak ten przykład pokazuje jak mozolnym procesem jest nauczenie naszego synka jednego słówka służącego do komunikacji, co tu mówić o reszcie. Ja jednak wierzę, że nasz bystry, mądry chłopczyk pokona ograniczenia, jakie nakłada na niego jego choroba i kiedyś nas jeszcze zagada :)

3 komentarze:

  1. Jasiu robi duże postępy dzięki zajęciom w przedszkolu, to fakt.
    Nie zapomnij jednak, że postęp w jego poczynaniach, to przede wszystkim Wasza ciężka, codzienna praca w domu.

    Jesteście super rodzicami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za te ciepłe słowa. Osobiście ciągle mam uczucie, że robię za mało.

      Usuń
  2. Dziękuję Ci Gosiu (nie wiem, czy wolisz Gosię czy Małgosię :)). Ja po prostu patrzę na innych rodziców chorych dzieci i ich poświęcenie i nieraz rumienię się ze wstydu

    OdpowiedzUsuń