Funkcjonowanie Jasia przypomina obecnie huśtawkę, choć może lepszym porównaniem byłaby kolejka w wesołym miasteczku. Chwilami nie nadążam rejestrować kolejnych wzlotów i upadków. Momentami jestem szczerze przerażona zachowaniem synka, są to rzeczy, na które przykro patrzeć i o których ciężko pisać, dzisiaj daruję sobie szczegółowy opis bo nie mam na to siły. Ale są też momenty pozytywne, nawet bardzo pozytywne. Jasio zrozumiał wreszcie znaczenie słów "tak" i "nie" (ćwiczyłam z nim to od kilku miesięcy). Zaczął kręcić głową na nie i potakiwać na tak. Wymawia też te słowa, choć co prawda jeszcze mało wyraźnie. Jeśli chodzi o mowę to ostatnio mamy wrażenie, że Jasio mówi coraz więcej i głośniej. Jest to język "jasiowy" i niewiele osób jest w stanie go zrozumieć, ale cieszymy się bardzo, że Janek podejmuje próby komunikacji. Cieszy mnie też, kiedy synek woła mnie mówiąc "ho" (chodź) :) i kiedy szuka naszego towarzystwa. Tego "ho" nauczył się w przedszkolu. Ponieważ Jasio zna literki alfabetu, terapeutki Jasia wpadły na świetny pomysł. Na framudze drzwi w Jasia salce w przedszkolu, na wysokości jego wzroku powiesiły karteczkę z napisanym na niej "HO". I w ten sposób nauczyły Jasia, że kiedy wychodzi z pokoju i chce, żeby towarzyszyła mu osoba dorosła musi to "ho" powiedzieć, najlepiej w jej stronę. Jasio po pewnym czasie załapał. Cieszę się z tego bardzo, z drugiej strony jednak ten przykład pokazuje jak mozolnym procesem jest nauczenie naszego synka jednego słówka służącego do komunikacji, co tu mówić o reszcie. Ja jednak wierzę, że nasz bystry, mądry chłopczyk pokona ograniczenia, jakie nakłada na niego jego choroba i kiedyś nas jeszcze zagada :)
sobota, 29 grudnia 2012
Jasio mechanik
Będąc wczoraj na zakupach postanowiłam wydać część "prezentowych" pieniędzy i kupiłam Jasiowi zabawkę. Dawno już nie kupiłam swojemu dziecku takiej zwyczajnej zabawki, właściwie dopiero od niedawna zaczął się nimi interesować i próbować bawić. Przestał się też, przynajmniej częściowo, bać zabawek grających. Wciąż jednak stymuluje się światełkami zabawek świecących, dlatego muszę cały czas uważać co mu kupuję. Prezent (wiertarka i samolot, posiadający wiele śrubek, które można ową wiertarką wkręcać i odkręcać) okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzisiejszy dzień Jasio spędził z wiertarką w ręce :)
Funkcjonowanie Jasia przypomina obecnie huśtawkę, choć może lepszym porównaniem byłaby kolejka w wesołym miasteczku. Chwilami nie nadążam rejestrować kolejnych wzlotów i upadków. Momentami jestem szczerze przerażona zachowaniem synka, są to rzeczy, na które przykro patrzeć i o których ciężko pisać, dzisiaj daruję sobie szczegółowy opis bo nie mam na to siły. Ale są też momenty pozytywne, nawet bardzo pozytywne. Jasio zrozumiał wreszcie znaczenie słów "tak" i "nie" (ćwiczyłam z nim to od kilku miesięcy). Zaczął kręcić głową na nie i potakiwać na tak. Wymawia też te słowa, choć co prawda jeszcze mało wyraźnie. Jeśli chodzi o mowę to ostatnio mamy wrażenie, że Jasio mówi coraz więcej i głośniej. Jest to język "jasiowy" i niewiele osób jest w stanie go zrozumieć, ale cieszymy się bardzo, że Janek podejmuje próby komunikacji. Cieszy mnie też, kiedy synek woła mnie mówiąc "ho" (chodź) :) i kiedy szuka naszego towarzystwa. Tego "ho" nauczył się w przedszkolu. Ponieważ Jasio zna literki alfabetu, terapeutki Jasia wpadły na świetny pomysł. Na framudze drzwi w Jasia salce w przedszkolu, na wysokości jego wzroku powiesiły karteczkę z napisanym na niej "HO". I w ten sposób nauczyły Jasia, że kiedy wychodzi z pokoju i chce, żeby towarzyszyła mu osoba dorosła musi to "ho" powiedzieć, najlepiej w jej stronę. Jasio po pewnym czasie załapał. Cieszę się z tego bardzo, z drugiej strony jednak ten przykład pokazuje jak mozolnym procesem jest nauczenie naszego synka jednego słówka służącego do komunikacji, co tu mówić o reszcie. Ja jednak wierzę, że nasz bystry, mądry chłopczyk pokona ograniczenia, jakie nakłada na niego jego choroba i kiedyś nas jeszcze zagada :)
Funkcjonowanie Jasia przypomina obecnie huśtawkę, choć może lepszym porównaniem byłaby kolejka w wesołym miasteczku. Chwilami nie nadążam rejestrować kolejnych wzlotów i upadków. Momentami jestem szczerze przerażona zachowaniem synka, są to rzeczy, na które przykro patrzeć i o których ciężko pisać, dzisiaj daruję sobie szczegółowy opis bo nie mam na to siły. Ale są też momenty pozytywne, nawet bardzo pozytywne. Jasio zrozumiał wreszcie znaczenie słów "tak" i "nie" (ćwiczyłam z nim to od kilku miesięcy). Zaczął kręcić głową na nie i potakiwać na tak. Wymawia też te słowa, choć co prawda jeszcze mało wyraźnie. Jeśli chodzi o mowę to ostatnio mamy wrażenie, że Jasio mówi coraz więcej i głośniej. Jest to język "jasiowy" i niewiele osób jest w stanie go zrozumieć, ale cieszymy się bardzo, że Janek podejmuje próby komunikacji. Cieszy mnie też, kiedy synek woła mnie mówiąc "ho" (chodź) :) i kiedy szuka naszego towarzystwa. Tego "ho" nauczył się w przedszkolu. Ponieważ Jasio zna literki alfabetu, terapeutki Jasia wpadły na świetny pomysł. Na framudze drzwi w Jasia salce w przedszkolu, na wysokości jego wzroku powiesiły karteczkę z napisanym na niej "HO". I w ten sposób nauczyły Jasia, że kiedy wychodzi z pokoju i chce, żeby towarzyszyła mu osoba dorosła musi to "ho" powiedzieć, najlepiej w jej stronę. Jasio po pewnym czasie załapał. Cieszę się z tego bardzo, z drugiej strony jednak ten przykład pokazuje jak mozolnym procesem jest nauczenie naszego synka jednego słówka służącego do komunikacji, co tu mówić o reszcie. Ja jednak wierzę, że nasz bystry, mądry chłopczyk pokona ograniczenia, jakie nakłada na niego jego choroba i kiedyś nas jeszcze zagada :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jasiu robi duże postępy dzięki zajęciom w przedszkolu, to fakt.
OdpowiedzUsuńNie zapomnij jednak, że postęp w jego poczynaniach, to przede wszystkim Wasza ciężka, codzienna praca w domu.
Jesteście super rodzicami!
Dziękujemy za te ciepłe słowa. Osobiście ciągle mam uczucie, że robię za mało.
UsuńDziękuję Ci Gosiu (nie wiem, czy wolisz Gosię czy Małgosię :)). Ja po prostu patrzę na innych rodziców chorych dzieci i ich poświęcenie i nieraz rumienię się ze wstydu
OdpowiedzUsuń