W ciągu ostatnich dni wydarzyło się wiele pozytywnych rzeczy.
Janek nauczył się, ku mojemu zdumieniu, która ręka jest prawa, a która lewa. Postanowiłam go tego nauczyć widząc jak cały czas ogląda swoje paluszki i stymuluje się wzrokowo wpatrując się w nie pod różnymi kątami. I rzeczywiście podziałało. Teraz zamiast oglądać palce pokazuje na odpowiednią rękę mówiąc: "Lewa ręka", a potem na drugą "Prawa ręka". I szczęśliwy patrzy na mnie czy się cieszę razem z nim. I już nie wpatruje się w swoje palce. Dodam, że rzecz nie dotyczy tylko rączek, ale także nóżek. Dzisiaj w przedszkolu, kiedy tata pochwalił się nowy osiągnięciem Jasia, terapeutka zarządziła: "No to ubieramy bucik na lewą nogę"....i Jasio ubrał bucik na lewą nogę :)
Kolejna nowa umiejętność Janka powaliła z kolei tatę Jasia na kolana. Jasio zapytany jak tata ma na imię odpowiada "ma-te", co prawda to jeszcze nie "Maciek", ale tata jest zachwycony :)
Janek podchwytuje też różne słowa i całe zdania, które mówimy do siebie i wykorzystuje potem przy różnych okazjach. Jego ulubione to "nie ma czasu" (w jasiowej wersji "nie ma ta-hu"). Okazało się, że często się nawzajem z mężem pospieszamy mówiąc "Pospiesz się, bo nie ma czasu". Nie zwróciliśmy wcześniej na to uwagi, zauważył jednak Jasio i bardzo mu się to wyrażenie spodobało. Powtarza je w różnych sytuacjach, ostatnio na przykład pytam synka czy zje kaszkę, a dziecię na to z łobuzerskim uśmiechem "nie ma ta-hu" :))
I ponad wszystko, najlepsza wiadomość: Jasio zaczyna odkrywać świat. Na razie zaczyna od kuchni. W kuchni ma swój ukochany już stołek (po jasiowemu "hołe"), który przysuwa do blatu kuchennego, wchodzi na niego i ogląda, ogląda, ogląda. Potem chce, żeby nazywać wszystkie przedmioty w zasięgu jego wzroku. Następnie pokazuje je sam i samodzielnie nazywa. A na koniec pada tradycyjne: "je-e", czyli jeszcze. Pytam więc: "Jasiu pokazać ci co jeszcze jest w kuchni?", na co w odpowiedzi słyszę gorące i zdecydowane "tak" i Janek promienieje :) A kiedy Jasio chce zobaczyć co jest za oknem i czy wieczorem zapaliły się już wszystkie latarnie (uwielbia je obserwować), bierze swój stołek i przenosi do parapetu :)
Obserwując rozwój synka mam coraz silniejsze wrażenie, że jego gotowość poznawcza i gotowość mowy (Janek powtarza już po nas całe zdania!) rozwija się tak bardzo niewspółmiernie z jego aparatem mowy. Język jest wciąż mało aktywny. Przez to wypowiadane zdania są tak mało zrozumiałe, że gdyby nie fakt, że właśnie powtórzył coś po mnie, pewnie nie wiedziałabym co powiedział. Dzisiaj Janek miał zajęcia logopedyczne, podczas których pani Asia obserwowała Jankowe wędzidełko językowe. Stwierdziła, że jest przykrótkie, ale, jej zdaniem, nie na tyle krótkie, żeby przeprowadzać zabieg. Zalecenia to: masować, masować i masować.
P.S.: Dziękujemy kochanej cioci i równie kochanemu wujkowi za superaśne książeczki dla małego odkrywcy :)) Są rewelacyjne!! :)) Buziaki kochani :*
Wierzę, że tak będzie, naprawdę. Dziękuję Gosiu :))
OdpowiedzUsuńWiesz Agatko, Twój Jaś nie idzie do przodu.... On galopuje!!! I oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Dziękuję i również pozdrawiam :)
Usuń