Dostałam ostatnio zastrzyk pozytywnej energii :) Głównie dzięki temu, że Janek trochę się uspokoił, wyciszył, nie krzyczy i nie piszczy. Podejrzewam, że w dużej mierze stało się to dzięki suplementom, których ostatnio bardzo dużo wprowadziliśmy Jasiowi (z ciężkim sercem, jak zwykle, bo nigdy nie wiemy jak Janek na nowe suplementy zareaguje). Zareagował naprawdę dobrze, do tego stopnia dobrze, że chwilami nie poznajemy naszego dziecka. Jest radosny, zaczepia nas, psoci i ucieka, żeby go gonić, a w oczkach błyszczą mu się iskierki :) Do przedszkola wchodzi z uśmiechem od ucha do ucha i pada w ramiona swoich pań terapeutek!! :)
Jeśli zaś chodzi o wczorajszą wizytę w przedszkolu integracyjnym, okazało się, że nasze co do niej obawy były bezpodstawne. Janek do nowego przedszkola pomaszerował na piechotę (budynki nie są zbytnio od siebie oddalone) razem ze swoimi ulubionymi kolegami z przedszkola i terapeutką. Bardzo się baliśmy tego wyjścia i tego, że Janek nie zaaprobuje zmiany w jego codziennym przedszkolnym schemacie i odstawi pani Lidii taką szopkę, że już długo się z nim nigdzie nie wybierze. Jednak wcześniejsze przygotowywanie Janka do tego wydarzenia przyniosło pozytywne rezultaty, bo Jaś bez marudzenia wyszedł wraz z kolegami z przedszkola i całą drogę posłusznie przeszedł na własnych nogach. Na widok budynku, z którego już raz trzeba było go w trybie pilnym ewakuować (feralna wizyta zapoznawcza z tatą), mały zaczął trochę marudzić, ale szybko przestał. Po wejściu do przedszkola nie płakał, oswoił się i nawet brał udział w kilku zabawach. Taki opis wydarzeń usłyszeliśmy od pani Lidii, a Jaś swoim szerokim uśmiechem i wspaniałym humorem wszystko potwierdził. I wygląda na to, że matka przeżyła wszystko o wiele bardziej, bo cały czwartek ze ściśniętym żołądkiem myślała jak tam synek radzi sobie bez rodziców w nowej sytuacji.
A dzisiaj rano Janek zaprezentował mi dość złożony "układ choreograficzny", który kilka razy powtórzył, po czym spojrzał na mnie wyczekująco. Zdziwiona zapytałam: "Jasiu tańczysz tak w przedszkolu?" "TAK"- Jasio z wyrazem ulgi na twarzy, że mama się połapała o co chodzi. I dalej czeka. Pytam więc: "Jasiu, śpiewasz w przedszkolu piosenkę i tańczysz?" "TAK"- Janek z jeszcze większą ulgą i wyczekiwaniem w głosie...I biedna matka musiała szybko zmieniać temat, bo nie miała pojęcia o jaką piosenkę chodzi, jednocześnie byłam bardzo, bardzo szczęśliwa, że Janek po raz pierwszy zaprosił mnie do takiej (!!) zabawy. Tak sobie myślę, że może miał być to prezent na Dzień Kobiet :)
I jeszcze słowo o wczorajszych zajęciach z panią logopedą. Po skończonej pracy pani Asia zdziwiona zapytała jak to się stało, że Janek mówi głoskę "d" i czy ćwiczą to w przedszkolu :) Co prawda, kilka razy już od Jasia "d" słyszałam, wolałam się jednak na razie nie chwalić bo "ka" też usłyszałam dwa razy i jak dotąd się to nie powtórzyło. Okazuje się, że tak naprawdę nikt tego "d" z Jankiem nie ćwiczył, (w przedszkolu też nie) i jakoś tak samo przyszło :) Oby więcej takich niespodzianek :)) I tak pozytywnie dzisiaj tego posta zakończę. Bo nie jest źle, a będzie coraz lepiej. Musi być! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz