To wydarzenie wymaga uwiecznienia w formie notatki.
Zacznę od początku, Jasiek od zawsze nie tolerował pokarmów stałych w swojej buzi, nie odgryzał, ani nie przeżuwał żadnych większych kawałków, płakał i trzymał je w buzi tak długo, aż w końcu trzeba to było wyciągać. Problem mieliśmy też ogromny z piciem. Jasiek jeszcze na początku tego roku pił z butelki ze smoczkiem i nie chciał słyszeć o piciu z kubka. Ale właśnie wtedy stwierdziłam, że nie dam za wygraną i w końcu Jaś zrobił kilka łyków z kubeczka, po kilku dniach odstawiliśmy butelkę, teraz Jasiek pije sam ze swoich kolorowych kubków.
Z nauką gryzienia nie poszło tak szybko. Nie było mowy, żeby włożyć Jasiowi do buzi cokolwiek, co nie miało konsystencji papki. Płakał, denerwował się, ostatecznie pozwalał sobie włożyć jedzenie do buzi, ale go nie gryzł. Obniżone napięcie mięśniowe w buzi robiło swoje. Musiałam więc nauczyć Jasia gryźć. W tym celu bardzo przydatna okazała się siateczka do nauki gryzienia. Do środka wkładałam twardszy kawałek pokarmu, następnie siatkę Jasiowi do buzi, a potem ręcznie uczyłam go zaciskać zęby na tej siatce i również ręcznie zmeniałam jej położenie, najpierw siatka z przodu, potem z prawej i lewej strony, aby uruchomić nieco język i pokazać małemu jak przeżuwany pokarm powinien krążyć w buzi. Na początku wszystko wymagało ode mnie wiele wysiłku, po "pogryzieniu" kawałka banana byłam padnięta.
Taki stan rzeczy trwał w nieskończoność. W końcu w te wakacje Jaśkowi posmakowały owoce. Najpierw były to maliny, które łykał w całości, a potem gruszki i śliwki, które trzeba już było trochę pogryźć. Przy gruszkach polubił swoją siatkę do gryzienia. Zaczął się wręcz domagać wkładania gruszki do siatki i w ten sposób ją gryzł. Dawałam mu więc na przemian, raz kawałek do siatki, a raz bezpośrednio do buzi. Z czasem zauważyłam, że cała buzia coraz aktywniej przeżuwa pokarm. Język zaczął się powoli ruszać i nawet czasami Jaś sam przesuwał językiem siatkę z jednej strony buzi na drugą.
Kilka dni temu Jaś zjadł swoje pierwsze jabłko, odgryzał, gryzł i przeżuwał i choć ten proces trwa na razie dość długo, jesteśmy bardzo szczęśliwi widząc jak Jasiek wreszcie normalnie je. A dziś zjedliśmy razem pierwszy wspólny obiad przy stole. Jasiek wysiedział na krześle przy stole cały posiłek (jeszcze nigdy mu się to nie zdarzyło!) i zjadł wszystko w normalnej konsystencji. Patrząc na to nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom i zdumionemu tacie Jasia wyrwało się: "niemożliwe". Na to Jaś odpowiedział przeżuwając: "możliwe". I tak oto niemożliwe stało się możliwe.
...
Zastanawiamy się głęboko nad odejściem od diet wszelakich i powolnym wprowadzaniem normalnych posiłków do jadłospisu Jasia. Tym bardziej, że mały garnie się do naszych talerzy i bardzo chce jeść to, co my. Niedawno rzucił się na moją kanapkę, którą jadłam na jego oczach. Podszedł, powiedział, że chce jeść i odgryzł wielki kawał. Na to tata Jasia skomentował bezradnie : "przecież w tym jest gluten...". Jasiek słysząc to zawył radośnie: "jeść gluten!"...:) No i co tu zrobić z takim szkrabem :) Chyba rzeczywiście skończy się na tym, że zaczniemy jeść gluten i inne zakazane rzeczy i będziemy obserwować reakcje Jasia.
Dziękuję Gosiu. My postanowiliśmy zmienić dietę, ale na mleko jeszcze się nie odważyliśmy. Nie obawiasz się czy zmiana diety nie odbije się na funkcjonowaniu Antka?
OdpowiedzUsuńMy również diet już żadnych nie stosujemy.
OdpowiedzUsuńChłopcy idą " do przodu" z dobrze dobranymi rehabilitacjami.
Trzeba próbować.
Pozdrawiamy :-)