Kiedy piszę posta po dłuższym okresie milczenia, zazwyczaj skupiam się na pozytywach i tych dobrych rzeczach, które się w danym okresie wydarzyły. Ale codzienne funkcjonowanie Jasia to nie tylko te dobre momenty. Funkcjonowanie Jasia przypomina jazdę kolejką górską, po okresie zwyżkowej formy, następują szybkie spadki. Tak naprawdę, budząc się rano nigdy nie jestem pewna jaki tego dnia Jaś będzie i czy to będzie jego "dobry", czy "zły" dzień. Zazwyczaj dowiaduję się tego po pierwszych pięciu minutach spędzonych z Jasiem po jego obudzeniu. Jeśli Jasiek jest rozdrażniony, płaczliwy, coś mu nie pasuje, ale nie potrafi lub nie chce mi przekazać co, wiem już, że to będzie trudny dzień.
Dlaczego trudny?
Ano dlatego, że w takie dni Jaś wycofuje się do swojego świata. Chodzi nucąc pod nosem swoje melodie, bądź powtarzając półgłosem cyferki i izolując się tym samym od nas i od tego, co do niego mówimy. Ciężko jest więc wtedy uzyskać od Jasia odpowiedź na jakiekolwiek pytanie. Trzeba się też nieźle napocić, aby Jaś przez chwilę skupił się na wykonywanej czynności. Jaś jest też wówczas bardzo drażliwy i ma skłonność do wpadania w płacz z byle powodu. I tutaj stoi przed nami, rodzicami, duże wyzwanie. Nie można bowiem Jasiowi w tym czasie zbytnio folgować i pozwalać robić co tylko zapragnie, choć nieraz by się chciało, bo perspektywa uniknięcia Jaśkowego płaczu jest kusząca. Jednak konsekwencje takiego pobłażania zwykle ciągną się za nami przez długi okres czasu. Należy więc uzbroić się w cierpliwość i mieć nerwy ze stali. Anielska cierpliwość przyda się na przykład przy jakiejkolwiek zabawie z Jasiem. W "takie dni" Jasiowi zazwyczaj nic nie pasuje i każdy, najdrobniejszy szczegół może być przyczyną płaczu, a każde odstępstwo od jego schematu - przyczyną histerii. Z tego powodu, postępowanie z Jasiem przypomina wówczas stąpanie po cienkim lodzie.
Staram się bacznie obserwować swojego synka, aby wychwycić trudne dla niego momenty i próbować jakoś ułatwić mu funkcjonowanie. Obserwując Jaśka zauważyłam pewien schemat, według którego następują po sobie te dobre i te złe okresy u Jasia. Mam coraz mocniejsze wrażenie, że u podstawy wszystkiego leżą bodźce docierające do małego każdego dnia. Jaś jest już na tym etapie oswajania się z autyzmem, że z wieloma bodźcami potrafi sobie świetnie radzić, umie je sklasyfikować, wytłumaczyć, a także odpowiednio na nie zareagować. Ale są też chwile, kiedy Jasiek nie potrafi sobie poradzić z tym, co do niego dociera i nie potrafi przekazać nam emocji jakie dana sytuacja w nim budzi.
U podłoża takich momentów tkwić może tak naprawdę każda sytuacja, zarówno pozytywna, jak i negatywna dla Jasia. Z jakichś powodów jest jednak ona dla Jasia nie do ogarnięcia. To z kolei powoduje u Jasia coś, co nazwę napięciem, stanem psychicznego dyskomfortu. Kiedy taki stan opanowuje Jaśka, jest on bardziej niż kiedykolwiek wrażliwy na wszystkie bodźce. Może więc nagle przeszkadzać mu zbyt jasne światło, czy zbyt głośna muzyka. Przeszkadza mu ton naszych głosów, a być może przeszkadzają mu w ogóle nasze słowa, i drażni go to, że nie potrafi przekazać nam o co mu chodzi. Być może po jakimś czasie zapomina o co mu chodziło, ale uczucie dyskomfortu i napięcia pozostaje i tylko się pogłębia.
Zauważyłam też, że zazwyczaj w takich momentach przełom następuje wtedy, kiedy w końcu uda mi się z Jaśkiem skomunikować. Często wyciągam więc proste obrazki przedstawiające pojedynczy przedmiot lub czynność i po kolei je nazywamy, tak jak to było, kiedy zaczynaliśmy się komunikować. Potem, jeśli dobrze pójdzie, udaje mi się zachęcić Jasia do tego, żebyśmy coś razem zrobili. I tak kroczek po kroczku, czasem bardzo powoli, ale Jasio znów się otwiera i całe napięcie jakby z niego schodzi. Znów jest radosny, znów biega po domu, skacze i żartuje. Nie wiem na ile mój opis jest trafny, przypuszczam, że musiałaby to skomentować osoba z autyzmem. Ja jednak właśnie w ten sposób odbieram te "huśtawki nastrojów" Jasia.
Piszę to wszystko nie tylko po to, aby przekazać swoje spostrzeżenia, ale także aby podkreślić wagę komunikacji. Dla dziecka z autyzmem, jestem tego coraz bardziej pewna, nie jest ważna mowa, ale ważna jest umiejętność komunikacji. Jakiejkolwiek komunikacji. Możliwość komunikacji niesie ze sobą możliwość pozbycia się stresu i napięcia. Jestem też pewna, że dzieci autystyczne nie czują się dobrze pozostawione same ze sobą w swoim świecie, z tym stałym uczuciem dyskomfortu, z którym nie potrafią sobie poradzić. Dlatego właśnie dzieci autystyczne tak bardzo potrzebują pomocy. A im szybciej ta pomoc nadejdzie, tym większa ulga dla dziecka. Niektóre dzieci, w poczuciu ulgi, otwierają się tak bardzo, że zaczynają mówić. Wtedy komunikacja z dzieckiem staje się bardziej złożona, co pozwala dziecku na jeszcze lepsze przekazanie swoich emocji. Z czasem, osoba z autyzmem, być może nauczy się radzić sobie z tym uczuciem psychicznego dyskomfortu, które w wielu sytuacjach jej towarzyszy. Ale nie dojdzie do tego bez umiejętności komunikacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz