wtorek, 6 listopada 2012

Świat się kończy...

...bo jak inaczej wytłumaczyć dziecięce cierpienie. I jak wytłumaczyć fakt, że Narodowy Fundusz Zdrowia to nie Fundusz, a Fikcja. I, że rodzice cierpiących dzieci muszą nieźle się nagłowić, żeby wystarczyło na rehabilitację, wizyty u prywatnych lekarzy, badania, lekarstwa, już nie mówiąc o produktach użytku codziennego, czy po prostu jakiejś zabawce. 150 złotych zasiłku pielęgnacyjnego na dziecko niepełnosprawne - kwota porażająca. Zastanówmy się na co ją wydamy. Na analizę pierwiastkową włosa (300 zł), zakup lekarstw i suplementów (dla przykładu, zalecony nam po badaniu mikroflory jelitowej Symbioflor sprowadzany z zagranicy kosztowałby ponad sto złotych - na razie się nie zdecydowaliśmy, olej lniany ze sprawdzonego źródła to z kolei 50 zł za butelkę z przesyłką, nie mówiąc już o innych suplementach, które niedługo będziemy musieli wdrożyć), a może na coś do jedzenia (produkty dla osób na diecie bezglutenowej, bezmlecznej i niskocukrowej są drogie, a przecież na tym oszczędzać nie możemy). Aha, no i jeszcze zostają cotygodniowe zajęcia z logopedą, zajęcia SI, muzykoterapia - wszystko potrzebne, wszystko kosztuje. Wizyta u prywatnego lekarza - ponad 100 zł. Wobec tego może moje dziecko obędzie się bez drugiej części książeczki, którą tak bardzo lubi. Książeczki są w serii cztery, ta którą mamy jest o lecie, teraz przydałaby się o jesieni i o zimie (każda książeczka 34 zł) . Lato uwielbia i zna już na pamięć, pokazuje paluszkiem wszystkie obrazki i ponagla mnie, żebym mu opowiadała co się na nich dzieje. Wczoraj się zbuntowałam i zamówiłam jesień i zimę. A dzisiaj jak na złość zbuntował się też samochód i trzeba było wymienić spalone świece (130 zł). Niedawno kupiliśmy buty zimowe dla małego - nie do zrobienia przez internet bo Janek ma stopę nietypowych wymiarów i nie wszystkie buciki tego samego rozmiaru na niego wchodzą, kupujemy więc w sklepie. But w dodatku musi posiadać wkładki i być zrobiony z oddychających materiałów, ważne przy Janka płaskostopiu i bardzo pocących się stópkach. Buty, które kupiliśmy są fajne, ale trochę kosztowały. I co teraz? Liczyć na to, że ktoś z rodziny pomoże...ile można, poza tym to takie krępujące. Chyba już skończę ten temat bo nie mam dalej siły o tym pisać.

Całe szczęście Jankowi dopisuje dobry humor. Codziennie, gdy wracam z pracy słyszę głośne "mama" i truchcik małych nóżek w stronę drzwi, cudowna rzecz :) Poza tym Jasio jest radosny, wygłupia się, cały czas próbuje dużo mówić. Dzisiaj na przykład, kiedy był głodny powiedział sam, przez nikogo nie pytany "am" i pokazał na jedzenie :) Zdarzyło się to chyba pierwszy raz.

P.S. Chciałabym dodać, że zdecydowałam się napisać tego posta nie po to aby w zawoalowany sposób prosić o wsparcie finansowe, ale po to, żeby nakreślić beznadziejność położenia wielu rodzin wychowujących dziecko niepełnosprawne i pokazać jak nasze życie wygląda od kuchni. Nasza rodzina na tle osób, które nie mają z czego opłacić rachunków nie wygląda najgorzej, radzimy sobie, jednak nie zawsze wygląda to tak różowo jakby się mogło wydawać z zewnątrz, i to właśnie chciałam opisać w powyższym poście.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Natalia, bardzo Ci dziękujemy za wsparcie jakie nam okazujesz na wszystkie możliwe sposoby. Bardzo, bardzo jest to dla nas ważne. Ściskamy Cię mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agato przykro mi to mówić, ale choćbyś się przykuła do torów przed pędzącym pociągiem to i tak nikt nie zrozumie. W mniemaniu innych zawsze będziesz "miała lepiej".

    OdpowiedzUsuń