środa, 7 listopada 2012

Więź

Dziś będzie trochę sentymentalnie i trochę inaczej. Cofnijmy się do początku. Janek urodził się 7 kwietnia 2010, moment jego narodzin będę zawsze pamiętać. Nie ze względu na jakieś nieprawdopodobne uczucia mu towarzyszące bo nic takiego nie było. Pamiętam za to chwilę, kiedy położna pokazała mi Jasia. Główkę miał przekrzywioną w moją stronę i zobaczyłam parę ciemnych oczu, patrzących na mnie z prawdziwą ciekawością. Ich spojrzenie mówiło "A więc to tak wyglądasz" :) Tata Jasia, który był świadkiem tej chwili relacjonował mi później, że moment kiedy spotkały się nasze oczy był magiczny. Ja magii nie poczułam, poczułam za to, że znam tego brzdąca, że go rozumiem i że to jest moje dziecko. Poczułam też budującą się między nami więź.


Ta więź i wzajemne zrozumienie pozwalały nam przetrwać ciężkie miesiące, kiedy Janek cierpiał z powodu kolek. Rozumiałam małego bez słów i nieraz zaskakiwało mnie to, że nie mając żadnego doświadczenia dokładnie wiedziałam co zrobić, żeby mu ulżyć czy go uspokoić. Im Jasio był starszy tym bardziej to nasze porozumienie się rozwijało. Ja po prostu czułam wiele rzeczy, których on nie potrafił przekazać. Wiedziałam kiedy płacze bo boi się jakiegoś dźwięku, kiedy nie chce, żeby się do niego mówiło (gdy nasilały się objawy autyzmu bardzo często miał tak, że im więcej się do niego mówiło tym silniejszych dostawał napadów złości), wchodząc do nowego pomieszczenia byłam w stanie przewidzieć czego Jasio się przestraszy, a co go na pewno zainteresuje, a były to często różne dziwne rzeczy. Po części sama stałam się autystyczna. Kiedy nie mogłam zrozumieć jakiegoś zachowania mojego synka starałam się powtórzyć jego ruchy i wyczuć jakich bodźców mu one dostarczają.


Janek z kolei wyczuł we mnie sojusznika i osobę, która odgaduje jego myśli, mimo tego, że on ich nie umie przekazać. Przylgnął wtedy do mnie bardzo, zżył się ze mną, a ja na tej relacji budowałam potem naszą stoliczkową domową terapię. Teraz jesteśmy już na innym etapie, ale więź/ zrozumienie wciąż jest między nami. W tym momencie okazuje się, że ta więź może mieć też nie do końca pozytywne skutki. Muszę pracować nad tym, żeby nie okazywać Jankowi zbyt wcześnie, że wiem o co mu chodzi i wymagać, żeby słowem lub gestem zakomunikował mi swoje potrzeby. Muszę napisać jeszcze jedną rzecz, której jeszcze nigdy tutaj nie pisałam. Ja po prostu czuję/ jestem pewna, że damy sobie radę z tym autyzmem, że nasz mały wielki chłopczyk będzie walczył do końca bo jest bardzo dzielny, a my zrobimy wszystko, żeby mu pomóc. Będzie dobrze!

1 komentarz:

  1. No tak.. wczoraj "koniec świata", a dzisiaj "będzie dobrze". Oczywiście, że będzie dobrze - Jaś trafił na wspaniałych rodziców. Swoimi staraniami ubogacacie Go, a on niepostrzeżenie...
    Was - mądry chłopak. To co robicie jest piękne
    i patrzę na to z podziwem. Olej jest zamówiony.
    Pozdrawiam - Dziadek.

    OdpowiedzUsuń