wtorek, 18 grudnia 2012

Jak nie urok to...

...sraczka. To wspaniałe powiedzenie jeszcze wspanialej opisuje losy naszej rodziny w ostatnim czasie. Dzisiaj wzięło też tatę Jasia, mnie już odpuszcza, Janek ma luźne kupy i ogromny katar. Wygląda na to, że Jasio przyniósł wirusa z przedszkola i pierwszy przeszedł "jelitówkę", jednak prawdopodobnie dzięki dużej ilości probiotyków i innych lekarstw usprawniających pracę jelit, które otrzymuje, praktycznie tego nie odczuliśmy. Jedyne co zauważyłam to nieco luźniejsze kupy, gazy i utrata apetytu, o czym pisałam. Poza tym jednego dnia miał też temperaturę 38. I tyle. Żadnych wymiotów, ani biegunki. Dopiero jak mnie rozłożyło, zaświtało mi w głowie, że może to jest jego wirus, który on tak łagodnie przeszedł. I mam ogromną nadzieję, że to przez tego wirusa całe zamieszanie w funkcjonowaniu Janka. Nie mogę się doczekać kiedy mały wydobrzeje i pochowamy te wszystkie lekarstwa, a wystawimy choinkę. Dobrze, że idą święta. Przyda się nam wszystkim trochę radości i pozytywnej energii.

4 komentarze:

  1. Wiem, że to banał, bo mnie jeszcze nie udało się odpocząć w święta, ale życzę Wam żebyście sobie w nie odpoczeli :) No przynajmniej od pracy będziecie mieli wolne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas jelitówka panowała, gdy pojechałam na szkolenie. Julkę złapało gwałtownie, ale też szybko wróciła do sił. Pierwsze objawy pojawiły się popołudniu, a już po północy wszystko się uspokoiło. Gorzej było z tatą, który ledwo trzymający się na nogach musiał się opiekować córką. A Julka po chorobie rozrabia ze dwojoną energią. Może autystycy problemy gastryczne przechodzą łagodniej?

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas też tata przeszedł wszystko najgorzej! :) I oczywiście, jak to facet, kiedy zobaczył, że do tego ma gorączkę, stwierdził, że umiera ;)

    OdpowiedzUsuń