Dzisiaj będzie o błędach rodzicielskich, których trochę zdążyliśmy już popełnić. Po pierwsze, Jasio od zawsze był bardzo rozpieszczanym i dopieszczanym dzieciakiem. Robiliśmy wszystko z myślą o nim i dla niego. Dochodzę do wniosku, że nie pozwalaliśmy, żeby naszego dziecko choć przez chwilę poczuło się nieszczęśliwe. Kiedy Jasio zapłakał leciałam do niego od razu z mamusinym "Co się stało Jasieńku?", zamiast powiedzieć stanowczo "Jaś, nie ma co płakać, zobacz, nic się nie stało!" Stąd też z małego Jasia robi się powoli mała miągwa. Zdaję sobie z tego sprawę, wiem jakie błędy popełniam i będę się starać to naprawić. Po drugie, pani Lidia, terapeutka Jasia, zwróciła nam ostatnio uwagę, że omawiamy z mężem zachowanie Jasia w jego obecności. Wyrażamy niepokój spowodowany tym co się dzieje, komentujemy, a nasze mądre dziecko wszystko sobie w główce koduje i sprytnie to potem wykorzystuje. Wobec tego postanowienie numer dwa: żadnych rozmów dotyczących zachowań Jasia, obaw związanych z nowymi sytuacjami, w obecności Janka.
Na razie tyle o błędach. Teraz z innej beczki. Nadchodzą święta, czas dla nas radosny, dla dzieci autystycznych, takich jak Jasiek, nieco mniej. Pojawia się nagle wokół nich (z niewiadomego dla nich powodu) mnóstwo nowych bodźców, nowych przedmiotów, gości, dużo emocji, które te dzieciaki zauważają i po swojemu odbierają, niestety przeważnie ich nie rozumieją, stąd zamieszanie w ich głowie. Ważne jest, żeby dziecko na to wydarzenie przygotować, opowiadając o świętach, pokazując zdjęcia, itd. Nie jesteśmy jednak w stanie całkowicie zapobiec ucieczkom Jasia do jego autystycznego świata na skutek nadmiaru emocji. Takie zachowania na pewno się nasilą i chcielibyśmy przygotować na to siebie oraz naszych świątecznych gości. I tutaj kolejna rada terapeutek Jasia: stopniować wizyty i emocje. W tym miejscu chciałabym bardzo serdecznie podziękować za zrozumienie tej części naszej rodziny, której razem z Jankiem w Boże Narodzenie nie odwiedzimy (przyjedziemy kilka dni później, jak już mały trochę ochłonie po świętach). Niestety objazdowa pielgrzymka po domach krewnych z Jasiem to nie jest najlepszy pomysł. Kochani, dziękujemy, że nas rozumiecie.
Na koniec świąteczne wieści z przedszkola. Dzisiaj w przedszkolu był Mikołaj. Prawdziwy, to znaczy przebrany :) Każdy dzieciak siedział Mikołajowi na kolanach i dostał prezent. Jaś też siedział (podobno niezbyt mu się to podobało, ale reszta dzieciaków reagowała tak samo) i nawet zostało to uwiecznione na zdjęciu, na razie jednak jeszcze tego zdjęcia nie mamy. Potem dzieci śpiewały razem kolędy i tańczyły :) Jak to dobrze, że mamy to przedszkole. Jak to dobrze, że mamy nasze wspaniałe panie terapeutki. Pani Lidio, pani Marto, życzymy wesołych świąt! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz