Janek dał dzisiaj rano klasyczny pokaz buntu i wyraźnie oznajmił tacie, że on się do przedszkola nie wybiera. Było wicie się i rzucanie na łóżku, trzaskanie głową o łóżko, krzyk :"nieeeee" i wzywanie na ratunek mamy. Dobrze, że mnie przy tym nie było, bo pewnie byłoby jeszcze gorzej. Jutro po przedszkolu czeka Janka wizyta u logopedy i naprawdę martwię się jak mały to zniesie, a szkoda, kurcze, przekładać bo tak mało mamy tych spotkań.
Poza tym, co tu dużo mówić, chłopak nam dojrzewa i zaczyna (wreszcie!) okazywać, że coś jest nie po jego myśli. Sama tylko nie wiem, czy się z tego cieszyć. Mam wrażenie, że wchodzę do kolejnego etapu wtajemniczenia (jeśli chodzi o rodzicielstwo).
Bunt u facetów trwa bardzo długo, mój Michał jest tego świetnym przykładem :)
OdpowiedzUsuńA tak poważnie to taka długa laba nie służy chyba nikomu.
Trzymamy kciuki za jutrzejszy dzień.
Fakt, etap "nie chcęęęę tak" to przełom. Dla wielu rodziców.
OdpowiedzUsuńJa mam o tyle prosto, że mój syn od trzeciego tygodnia życia meldował, jak nie chce... Więc jest to u nas stan chroniczny. Jestem niejako przyzwyczajona. :)
Ściskam Was i wszystkiego dobrego w nowym roku życzę!
Rosną różki :) No mojemu urosły jak skończył rok, więc na Twoim miejscu nie cieszyłabym się zbytnio z tego etapu wtajemniczenia. Po jakimś czasie będziesz błagać o wypisanie z tego klubu ;) Musicie bardzo uważać żeby nie pomyślał, że może Wami manipulować, bo potem chwila nieuwagi i będzie jak u mnie.
OdpowiedzUsuńHmm, ciekawe. Trzy komentarze i trzy różne spojrzenia na bunt u chłopaka/mężczyzny ;) Dziękuję za wszystkie trzy i pozdrawiam Was serdecznie :)
OdpowiedzUsuń