Od momentu, kiedy Gosia wspomniała o zbyt krótkim wędzidełku zaczęłam się zastanawiać czy może rzeczywiście ten problem nie jest jedną z przyczyn opóźnienia mowy u Janka. Co prawda Jasiowe wędzidełko jest minimalnie za krótkie, potrafi on oblizać dolną wargę oraz wyciągnąć język, ostatnio ćwiczymy to liżąc lizaki. Nie potrafi jednak oblizać górnej wargi, pionizować języka, a ruchomość jego języka jest bardzo ograniczona. Wyczytałam, że przykrótkie wędzidełko ma nie tylko negatywny wpływ na rozwój mowy, ale także na rozwinięcie umiejętności przeżuwania pokarmów, z czym Janek ma ogromny problem. Zbyt krótkie wędzidełko powoduje, że język nie jest w stanie podać odgryzionego kęsa pokarmu na trzonowce, które powinny ten pokarm rozgryźć. W związku z tym dziecko nie gryzie bo nie umie sobie poradzić z już odgryzionym pokarmem (u Jasia dokładnie tak to wygląda).
I mam teraz nie lada dylemat, ponieważ u Jasia ten problem jest nieco złożony.
Po pierwsze, u podstaw jego problemów z językiem leży nie tylko sprawa wędzidełka, ale również niskie napięcie mięśniowe w obrębie jamy ustnej. Po zabiegu podcięcia języka należy go ćwiczyć i pionizować, aby wędzidełko z powrotem się nie zrosło. A co jeśli z powodu niskiego napięcia mięśniowego, mimo zabiegu, Janek nie będzie w stanie wykonać tych ćwiczeń i całe zamieszanie pójdzie na marne?
Po drugie, problemem jest zabieg sam w sobie. Początkowo, kiedy zaczynałam o nim myśleć, założyłam, że znieczulenie ogólne będzie ostateczną ostatecznością. Jednak im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że znieczulenie ogólne będzie koniecznością. U niemowląt zabieg ten jest błyskawiczny, szybkie cięcie i po wszystkim. Nie wyobrażam sobie tego jednak u Janka, który na pewno będzie się wyrywał z całych sił, wpadnie w panikę, będzie go musiał trzymać tabun ludzi, a Jasio przeżyje traumę. Więc narkoza to konieczność, nie wiem zresztą czy jakikolwiek lekarz podjąłby się wykonania takiego zabiegu na fikającym dziecku. I tu pojawia się kolejny problem, czyli narkoza sama w sobie. Mam ogromne obawy co do wpływu jaki będzie ona miała na Jasia, czytałam, że dzieciaki autystyczne często nie znoszą jej dobrze. W przyszłości czeka nas rezonans magnetyczny (kolejne znieczulenie ogólne), więc chciałabym oszczędzić Jasiowi takich doświadczeń.
No i co robić? Czy gra jest w ogóle warta świeczki?
Na koniec filmik z Jasiem oglądającym książeczkę:
Jestem pod OGROMNYM wrażeniem!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dziękuję kochana, pozdrawiam Cię również ciepło :)
UsuńBoże jaki słodziak:)Jestem Agatko pod wrażeniem jego umiejętności:*buziak:*
OdpowiedzUsuńDziękuję :)Wiesz, to są te pozytywne filmiki, ale mam też całą masę tych mniej fajnych, może kiedyś je wrzucę. buziaki :)
UsuńGosiu wiem, że zabieg jest krótki i bezbolesny, ale po prostu sobie nie wyobrażam tego przytrzymywania, unieruchamiania i tego całego szaleństwa. W zeszłe wakacje Janek rozciął sobie czoło, miał zakładane szwy, też trzymało go kilka osób, mały bardzo to przeżył i po wszystkim zaliczył regres. Był też tak nieufny, że nie pozwalał nikomu oprócz mnie zbliżać się do siebie. A co jeśli nie damy rady z tym masowaniem...
OdpowiedzUsuńWitam serdecznie:-)
OdpowiedzUsuńNie mogłam nigdzie znaleźć kontaktu mailowego do Pani, więc pozwoliłam sobie tu napisać. Mam nadzieję, że nie będzie miała Pani nic przeciwko jeśli umieszczę linka dla strony Jasia na stronie mojej córki Zosi:-)
Pozdrawiam ciepło.
Dorota
www.pomagamyzosi.pl
Pani Doroto, czy ja będę miała coś przeciwko? Szczerze mówiąc- czuję się wyróżniona, bo od kiedy weszłam w świat autyzmu jest dla mnie Pani jednym z moich guru :) Strona Zosi była jedną z pierwszych stron o dziecku autystycznym prowadzoną przez rodziców, na jakie trafiłam i była wtedy dla mnie, i wciąż zresztą jest, skarbnicą wiedzy o autyzmie. Jest mi więc bardzo, bardzo miło :) Również ciepło pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń