No ale miałam pisać pozytywnie, więc napiszę. Kilka było dziś fajnych momentów w ciągu dnia.
-kiedy tata wyszedł z domu, Janek spontanicznie skomentował "tata wyszedł z domu", powiedział to na tyle wyraźnie, że zrozumiałam, choć oczywiście powiedział to w swoim narzeczu samogłoskowym
-dziś podczas zabawy powiedział "in-ka" na świnkę. Byłam w totalnym szoku, bo Janek jeszcze nigdy głoski "k" nie wyprodukował. Szybko kazałam mu więc powtórzyć "ka", żeby się przekonać, czy to nie omamy słuchowe, no i powtórzył, nawet wyraźnie. I na tym koniec szaleństwa, bo już więcej razy mu się "ka" nie udało powiedzieć w ciągu dzisiejszego dnia, choć bardzo się starał
-coś bardzo malutkimi kroczkami rusza w zakresie zabawy tematycznej. Kupiłam ostatnio zestaw do zabawy składający się z piętrowego domku i zwierzątek, które w nim mieszkają. Zestaw bardzo fajny, można zwierzątka transportować na piętro windą lub dźwigiem, kury wchodzą do domku po...kurcze, nie wiem jak to się nazywa....po żerdzi?...takiej kładce znaczy się ;) A w domku jest też żłób, z którego zwierzątka jedzą, są otwierane i przesuwane drzwi, okna (za jedyne 100 zł :)) No i Janek na początku domek olał, teraz nosi ze sobą swoją "oborę" wszędzie i zaczyna się interesować co można z tym zrobić. Szczególnie powalił mnie dziś na kolana moment, kiedy będąc w kuchni usłyszałam z pokoju od małego komendę "HO". Poszłam, a tam Janek z zadowoloną miną siedzi przed "oborą" i chce coś z nią zrobić, tylko nie wie co :)
-dzisiaj też Janek (pierwszy raz mu się to zdarzyło) wywiózł z pokoju misia w wózku na spacer. Zabawę, jak zwykle, zainicjowałam ja. Często już próbowałam go do tego zachęcić, ale nigdy nie działało. Dzisiaj Janek chyba zaskoczył o co chodzi i bardzo ostrożnie misia wiózł, co prawda na koniec trasy z impetem przewracał wózek mówiąc "bam", ale i tak było cudownie.
-aha, no i zapomniałabym. Janek nauczył się skakać! :) No może podskakiwać bardziej niż skakać, ale zdecydowanie i bezsprzecznie odrywa się od ziemi. Ma teraz oczywiście bzika na punkcie skakania i wieczorem robi wielką aferę, że trzeba iść spać i nie można skakać na łóżku w nieskończoność (oczywiście jest wrzask).
Jest więc kilka pozytywów, sporo niefajnych rzeczy...jak zwykle u Jasia.
Jest więc kilka pozytywów, sporo niefajnych rzeczy...jak zwykle u Jasia.
Agatko mężowie są po to zeby nas sprowadzić na ziemie :) w tej całej ciężkiej terapii Ty i tak zobaczysz sama rezultaty bo to Ty jesteś z synkiem większość czasu. W naszej terapii logop. ja rownież zauważam ze syn mowi wyraźniej po tym jak rodzina nie szczególnie zauważa tyle co ja :-)
OdpowiedzUsuńPomysl ze inni maja o wiele gorzej
Pozdrawiam
Agatko:) fajnie, ze pojawiają się zabawy tematyczne u Jasia. Ja podobnie próbuje wciągnąć właśnie w takie zabawy małego. I też widzę, ze niektóre załapuje, np. wozi małego misia na autku. Rozumiem Cię w odniesieniu do tych wrzasków:( Paweł też niestety wrzeszczy, są dni że mniej, ale są też takie, ze robi to prawie non stop. Mam nadzieję, ze z wiekiem straci to na sile...spokojnej niedzieli Wam życzę:) I oby były same pozytywy:)Buziak:*
OdpowiedzUsuńDzięki dziewczyny za słowa pocieszenia, rzeczywiście są nam teraz potrzebne.
OdpowiedzUsuń