sobota, 23 lutego 2013

Trochę pozytywnie...?

Po wczorajszym mało pozytywnym poście należałoby napisać parę dobrych słów, żeby grobowa atmosfera nie zapanowała na dobre na blogu. Ale jak mam pisać pozytywnie, skoro dzisiaj mój osobisty mąż stwierdził, że z zachowaniem Jasia jest coraz gorzej... Co prawda od razu potem się tłumaczył, no ale ziarnko prawdy w tym jest. Janek od kilku dni wstaje rano i ... wrzeszczy, dosłownie drze się, ni to pisk, ni to jakiś dziki, chrapliwy dźwięk. I jak się nakręci to może tak długo... W ciągu dnia najczęściej robi tak, kiedy coś mu nie pasuje, a nie pasują mu naprawdę różne rzeczy. Na przykład, że zapytałam, czy pooglądamy książeczkę (wrzask), że chcę, żeby się napił (wrzask), że nie domyśliłam się w ciągu pięciu sekund o co mu chodzi (wrzask).

No ale miałam pisać pozytywnie, więc napiszę. Kilka było dziś fajnych momentów w ciągu dnia.

-kiedy tata wyszedł z domu, Janek spontanicznie skomentował "tata wyszedł z domu", powiedział to na tyle wyraźnie, że zrozumiałam, choć oczywiście powiedział to w swoim narzeczu samogłoskowym

-dziś podczas zabawy powiedział "in-ka" na świnkę. Byłam w totalnym szoku, bo Janek jeszcze nigdy głoski "k" nie wyprodukował. Szybko kazałam mu więc powtórzyć "ka", żeby się przekonać, czy to nie omamy słuchowe, no i powtórzył, nawet wyraźnie. I na tym koniec szaleństwa, bo już więcej razy mu się "ka" nie udało powiedzieć w ciągu dzisiejszego dnia, choć bardzo się starał

-coś bardzo malutkimi kroczkami rusza w zakresie zabawy tematycznej. Kupiłam ostatnio zestaw do zabawy składający się z piętrowego domku i zwierzątek, które w nim mieszkają. Zestaw bardzo fajny, można zwierzątka transportować na piętro windą lub dźwigiem, kury wchodzą do domku po...kurcze, nie wiem jak to się nazywa....po żerdzi?...takiej kładce znaczy się ;) A w domku jest też żłób, z którego zwierzątka jedzą, są otwierane i przesuwane drzwi, okna (za jedyne 100 zł :)) No i Janek na początku domek olał, teraz nosi ze sobą swoją "oborę" wszędzie i zaczyna się interesować co można z tym zrobić. Szczególnie powalił mnie dziś na kolana moment, kiedy będąc w kuchni usłyszałam z pokoju od małego komendę "HO". Poszłam, a tam Janek z zadowoloną miną siedzi przed "oborą" i chce coś z nią zrobić, tylko nie wie co :) 

-dzisiaj też Janek (pierwszy raz mu się to zdarzyło) wywiózł z pokoju misia w wózku na spacer. Zabawę, jak zwykle, zainicjowałam ja. Często już próbowałam go do tego zachęcić, ale nigdy nie działało. Dzisiaj Janek chyba zaskoczył o co chodzi i bardzo ostrożnie misia wiózł, co prawda na koniec trasy z impetem przewracał wózek mówiąc "bam", ale i tak było cudownie.

-aha, no i zapomniałabym. Janek nauczył się skakać! :) No może podskakiwać bardziej niż skakać, ale zdecydowanie i bezsprzecznie odrywa się od ziemi. Ma teraz oczywiście bzika na punkcie skakania i wieczorem robi wielką aferę, że trzeba iść spać i nie można skakać na łóżku w nieskończoność (oczywiście jest wrzask).

Jest więc kilka pozytywów, sporo niefajnych rzeczy...jak zwykle u Jasia.

3 komentarze:

  1. Agatko mężowie są po to zeby nas sprowadzić na ziemie :) w tej całej ciężkiej terapii Ty i tak zobaczysz sama rezultaty bo to Ty jesteś z synkiem większość czasu. W naszej terapii logop. ja rownież zauważam ze syn mowi wyraźniej po tym jak rodzina nie szczególnie zauważa tyle co ja :-)
    Pomysl ze inni maja o wiele gorzej

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Agatko:) fajnie, ze pojawiają się zabawy tematyczne u Jasia. Ja podobnie próbuje wciągnąć właśnie w takie zabawy małego. I też widzę, ze niektóre załapuje, np. wozi małego misia na autku. Rozumiem Cię w odniesieniu do tych wrzasków:( Paweł też niestety wrzeszczy, są dni że mniej, ale są też takie, ze robi to prawie non stop. Mam nadzieję, ze z wiekiem straci to na sile...spokojnej niedzieli Wam życzę:) I oby były same pozytywy:)Buziak:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki dziewczyny za słowa pocieszenia, rzeczywiście są nam teraz potrzebne.

    OdpowiedzUsuń