Od tygodnia. Tym razem dopadł go wyjątkowo złośliwy wirus, który przyczepił się i skutecznie dobija naszego brzdąca. Ale Jasiulek jest bardzo dzielny i niezwykle cierpliwie znosi chorobę. Choć jest to z pewnością najbardziej uciążliwe choróbsko, jakie spotkało go w jego życiu. Przez kilka pierwszych dni męczył go całkowicie zablokowany nos, co oczywiście wiązało się z niemożnością spania. Pomimo intensywnego zakraplania z noska nie leciało nic, dołączyła za to wysoka gorączka. Już widzieliśmy widmo antybiotyku. Dlatego pierwsze moje słowa podczas wizyty lekarza brzmiały :"Pani dr, tylko nie antybiotyk..." No i udało się, bo organizm Jasia wreszcie zaczął wydalać z siebie wydzielinę w formie kataru, a raczej ulewy. Kiedy na to patrzę, jestem przekonana, że gdybym ja miała taki katar, do tego nieustający kaszel, wysoką gorączkę i gdybym nie mogła spać z wyżej wymienionych powodów od kilku dni, na pewno nie zachowywałabym się tak wspaniale, jak nasz synek. Jasio znosi to wszystko tak dzielnie i cierpliwie, że brak mi słów, żeby to opisać. Ale choroba nie odpuszcza, a cierpliwość naszego synka zaczyna się wyczerpywać. Mimo tego, pozwala przeprowadzać na sobie różne zabiegi, włączając czyszczenie noska fridą, zakraplanie, psikanie lekarstwami w aerozolu, połykanie przeróżnych lekarstw, smarowanie, opukiwanie, itp. Jeśli chodzi o fridę (takie urządzonko do wyciągania z noska smarków), nasze dziecko jednak nie jest normalne, bo tak mu się w pewnym momencie spodobał dźwięk wyciąganych smarków, że biegał za nami z tą rurką, żebyśmy znów mu je wyciągnęli i zaśmiewał się przy tym do rozpuku :) Teraz, kiedy nosek jest już cały czerwony, reaguje mniej entuzjastycznie.
Wyczerpanie chorobą nie przeszkadza Jasiowi w rozsiewaniu uśmiechów na lewo i prawo. Na filmiku Jasio śpiewający :)
Jasieńku dzielniacho Ty nasz, zdrówka życzę.
OdpowiedzUsuńTo naprawdę niesamowite, jak dzieciaki potrafią dzielnie znosic to, czego niektórzy dorośli nie daliby rady...