Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie. Jasio obudził się, zażądał, żeby włączyć mu światło, a potem zaczęła się litania jego ulubionych zabawek. Ostatnio ma cztery zabawki, którymi najchętniej cały czas by się bawił, oczywiście po swojemu. Protestuje kiedy próbuję coś mu w tej jego "zabawie" pozmieniać. A zabawa Jasia najczęściej polega na powtarzaniu w kółko przez synka poleceń, np. "jeszcze malować" (wtedy mama ma rysować różne figury geometryczne), "jeszcze cyferki" (siedzi wtedy z miarką w rękach i chce, żeby powiedzieć mu jakąś liczbę od 1 do 100, a on pokazuje ją na podziałce), "jeszcze literki" (tutaj zabaw jest kilka: albo jest to rzucanie wskazanymi literkami, lub też układanie literek w słowa, ostatecznie wkładanie małych literek w specjalną ramkę z dziurkami - za każdym razem jednak muszę wydać komendę jaką literkę ma włożyć).
Poza tym, Janek ostatnio bardzo dużo mówi, oczywiście jest to echolalia (powtarzanie fraz powiedzianych właśnie przez drugą osobę). Często jednak naprawdę fajnie komunikuje się z nami poprzez echolalie właśnie. Martwią nas za to momenty (coraz częstsze niestety), kiedy Jaś zaczyna mówić do siebie, powtarzać pod nosem w kółko te same słowa, zatracając się w tym. Staramy się więc cały czas utrzymywać z nim kontakt, przez zabawę, wygłupy, rozmowę, oglądanie książeczek...To tak na marginesie, a teraz wróćmy do dzisiejszego dnia...
...jechał Jasio z tatą do przedszkola i nagle zaczął nasz synek piszczeć, krzyczeć i rzucać się. Tata w szoku, bo pisk był tak głośny, że podczas postojów na światłach pasażerowie innych aut obracali się, aby zobaczyć co się dzieje. Do przedszkola też weszli z piskiem i krzykiem. Jasiek postawił na nogi całe przedszkole, zrobiło się małe zamieszanie, terapeutki Jasia jednak bardzo szybko sytuację opanowały. Już po wszystkim i na spokojnie starał się tata Jasia z panią Lidią dojść co mogło być przyczyną takiego zachowania. Nie udało im się wymyślić nic oprócz tego, że przyczyna mogła być każda, np. to, że tata nieopatrznie pojechał nie tym pasem ruchu co zawsze, że światła na danym skrzyżowaniu były czerwone, podczas kiedy zazwyczaj były zielone, itp...
Cała ta historia nieźle nas przygnębiła. Mamy już naprawdę dosyć ciągłych huśtawek serwowanych nam przez autyzm. Jednego dnia jest dobrze, a dzień później dzieje się coś takiego... I tak sobie rozmawiamy z tatą Jasia i omawiamy każdy szczegół poranka i nagle olśnienie. Janek zaczął krzyczeć w momencie, kiedy tata opowiadał mu bajkę (Jaś podczas jazdy samochodem domaga się opowiadania bajek). Bajka była o krasnoludkach, ale biedny tata nie wiedział, że obecnie Jasia ulubioną przygodą krasnoludków jest gotowanie różnych potraw. I opowiedział bajkę o krasnoludkach robiących coś zupełnie innego...
Kiedy myślimy o tym jak ciężko musi być naszemu synkowi ze świadomością, że nie może się nieraz z nami porozumieć, wpadamy w przygnębienie. Takich sytuacji w przypadku Jasia jest naprawdę mało, ale nieraz trudno im zapobiec, przewidzieć je. Autyzm Jasia spowodował też, że nasz synek ma ogromny problem z okazywaniem emocji, odbieraniem emocji, rozumieniem emocji. Stąd krzyk, który w tym przypadku jest krzykiem rozpaczy i bezsilności.
Oj u nas też niby lepiej, a wczoraj dał taki popis, że głowa mała. Wrzeszczał równą godzinę. Cudem nie zwymiotował obiadu. Nie pocieszę Cię, komunikacja nie zmienia aż tyle. Za to trzeba mu dużo tłumaczyć samemu z siebie. Pokazywać, mówić i ćwiczyć zachowanie w sytuacjach stresowych. Wtedy z czasem będzie tego mniej. Dobrze, że macie wsparcie w p/kolu :)
OdpowiedzUsuńPrzedszkole to jeden ogromny pozytyw w rehabilitacji Jasia. Rzeczywiście mnie nie pocieszasz, tak jak Ci napisałam, chyba muszę się jakoś do tego przyzwyczaić, choć moja natura buntuje się na takie rozwiązanie...
Usuń