czwartek, 30 maja 2013

Niewiarygodne

Wciąż nie mogę dojść do siebie po niespodziance jaką sprawił nam dziś Jaś. Właściwie, może to wcale nie taka znowu niespodzianka, tylko matka może nie wierzy we własne dziecko? Poszliśmy dziś z Jasiem na procesję Bożego Ciała. Wyszliśmy z domu z dużym znakiem zapytania w głowach, z powodów oczywistych (tłum ludzi, śpiewy, głośniki, tłok - słowem wszystko, za czym Jaś nie przepada). Po drodze mieliśmy też tysiąc innych dylematów, nie zabraliśmy wózka i nie wiedzieliśmy czy mały wytrzyma, nie wzięliśmy też nic do jedzenia, ani do picia, a nasz mały głodomór je non-stop. Szliśmy z przekonaniem, że i tak za chwilę trzeba będzie się ewakuować.
A tu zaskoczenie totalne. Procesja szybko nas "wchłonęła", wokół tłum ludzi, orkiestra, głośniki, a Jaś jakby nigdy nic idzie ze mną grzecznie za rękę. Zajął się obserwowaniem butów ludzi idących wokół niego oraz wypatrywaniem banerów reklamowych rozwieszonych na mijanych przez nas płotach. Na banerach były literki, co Janek od razu głośno zauważał.

Doszliśmy z procesją do kościoła i tu kolejne zaskoczenie, Janek wchodzi do środka. W środku, co prawda, warunki były, jak dla Jasia, komfortowe, bo msza odbyła się przy ołtarzu na zewnątrz kościoła i to tam gromadzili się ludzie. W kościele pozostała grupa starszych osób, było też przyjemnie chłodno. Jaś pociągnął mnie do pierwszej ławki, pokazał na krzyż mówiąc, że to Bozia. Następnie namierzył (i głośno nazwał) wszystkie literki i cyferki znajdujące się w zasięgu jego wzroku. W pewnym momencie ministranci wnieśli do kościoła głośnik, aby osoby tam obecne mogły dobrze słyszeć mszę. Niestety, postawili go tuż przed naszą ławką i niestety był ustawiony bardzo głośno. Kiedy z głośnika zabrzmiały śpiewy ludzi, Janek zrobił podkówkę, a ja porwałam się do wyjścia spodziewając się najgorszego...ale przy drzwiach wyjściowych Jaś zaprotestował, chwycił mnie ze rękę i zaprowadził z powrotem do pierwszej ławki. Usiadł tam ze mną, przytulił się i tak przesiedział pół mszy. Nie przeszkadzał mu ani głośnik, ani obce miejsce, ani to, że nie wolno tu było biegać. Po wyjściu z kościoła stwierdził, że mu się podobało. (!!) Wracaliśmy do domu z uczuciem szoku i szczęścia jednocześnie. Przez chwilę poczuliśmy się jak normalna rodzina, która najnormalniej w świecie bez żadnych obaw może spokojnie wyjść w miejsce publiczne i spokojnie stamtąd wrócić.

5 komentarzy:

  1. :)
    Oby więcej takich chwil zdarzało się w Waszym życiu:)

    Ps. Agata, Jaś ma terapię w ProFuturo? Czy mogę podesłac do Was mailowo mamę, która jest na początku drogi, właśnie zrobili diagnozę kliniczną dziecku, szukają specjalistów na miejscu. Na pewno będziesz dla niej skarbnicą wiedzy. Ja moge jej tylko doradzić w kwestiach formalnych, ale nie znam uwarunkowań lokalnych. Rozumiesz na bank, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasio to mądry chłopczyk. Przechytrzyl rodziców:-) oby tak dalej

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń