Pierwszy miesiąc wakacji minął, a my obserwujemy wspaniały przełom następujący w naszym Jasiu. Pierwsze dwa tygodnie lipca spędzone na półkoloniach cudownie na Jasia podziałały. Stał się śmielszy i jakby uwierzył w siebie. Kolejne dwa tygodnie Jaś spędził na turnusie rehabilitacyjnym organizowanym przez Centrum Logopedyczne, do którego uczęszcza. Zajęcia odbywały się w Poznaniu, dzięki czemu nie musieliśmy nigdzie wyjeżdżać, a cena turnusu była znacznie niższa, niż ceny turnusów "wyjazdowych". Jasiek uczęszczał na zajęcia logopedyczne, indywidualne, grupowe, muzyczne oraz SI. Nie mówiąc o wyjściach na basen, czy do klubu gdzie dzieciaki wspólnie robiły makaron, żeby następnie razem go skonsumować. Jasiek rozkwitł, a pani logopeda, która przecież Jasia dobrze zna, stwierdziła, że go nie poznaje, że nastąpił jakiś przełom, Jaś się otworzył.
Zmiany są tak widoczne, że zauważają je wszyscy, dlatego w końcu ośmieliłam się o nich napisać. Po pierwsze Jasiek odblokował się z mówieniem i teraz gada bez przerwy. W sumie trafniej byłoby powiedzieć, że Jaś nadaje. Nadaje od rana do nocy i widać, że mówienie sprawia mu ogromną przyjemność. Problemem jak na razie jest fakt, że Jaś nadaje częściowo w swoim, zrozumiałym dla wąskiej grupy osób, narzeczu. Ale jest coraz lepiej, poszczególne głoski stają się coraz wyraźniejsze i nawet nasza pani logopeda stwierdziła ze zdziwieniem, że ona Jasia często rozumie, że wchodzą w interakcje, że Jaś się targuje odnośnie tego, co będzie robione na zajęciach, że razem ustalają co i jak zrobią. Największym jednak pozytywem jest fakt, że Jaś zaczął mówić pewniej i głośniej. Do tej pory poproszony o zawołanie taty będącego w drugim pokoju, Jasiek mówił pod nosem niesłyszalne "tata". Teraz Jasiek krzyczy "tata chodź!!", a kiedy tylko wychodzę z pokoju od razu słyszę za sobą krzyk "mama chodź!!" Co prawda jest problem z manią sylabizowania słów oraz z prawidłową intonacją, ale pracujemy nad tym usilnie. Szczególnie ciężko pracuje się nad intonacją, jest to jakby uczenie się mowy od początku, ale bardzo pomaga nam muzykalność Jasia. Śpiewam z nim różne słowa starając się intonować podobnie jak intonuje się wymawiając je. Kolejny problem logopedyczny wciąż do pokonania to wymawianie szeregu głosek, np. f, w, s, z przez nos. Jaś nie potrafiąc sobie poradzić z tymi głoskami w obrębie jamy ustnej, znalazł sobie zamiennik i wydaje dźwięki podobne wydmuchując powietrze przez nos, co sprawia, że mowa przychodzi z trudem (no bo jak tu wymówić słowo "sowa", kiedy i "s" i "w" uzyskuje się przez wydmuchanie powietrza nosem). Naszemu Jaśkowi sztukę dmuchania nosem udało się opanować do tego stopnia, że słowa typu "sowa" brzmią w jego wykonaniu bardzo podobnie do wersji prawidłowo wymówionej, ale zdajemy sobie sprawę, że dalej tak tego ciągnąć nie można i czeka nas przestawianie Jasia na prawidłową wymowę wyżej wymienionych głosek.
Kolejną zmianą jest wspólne śpiewanie i mówienie wierszyków, które Jaś wprost pokochał. Powoli nie nadążam z kolejnymi piosenkami, a Jaś często zaskakuje mnie żądając np. piosenki o chlebku, czy o parasolu. Wierszyki częściowo recytuje z pamięci, częściowo czyta. Czytanie to kolejna rzecz, w której Jasiek poszedł jak burza do przodu. Sterta książeczek w jego pokoju rośnie, a głód czytania u Jasia jest wciąż niezaspokojony. Najbardziej lubi serię książeczek "Obrazki dla maluchów", za którymi ja osobiście nie przepadam bo obrazki owe wcale mi się nie podobają, ale Jaśkowi bardzo przypadł do gustu fakt, że większość obrazków jest podpisana jednym zdaniem. I właśnie te zdania z zapałem czyta. Książeczki te mają też kolejną wadę, mianowicie na ich odwrocie są obrazki przedstawiające kolejne książeczki z serii. Jasiek przestudiował tę listę dokładnie i zaczął składać życzenia. Pewnego dnia zażądał książeczki o lesie i o pieskach. Byłam tak zachwycona faktem, że sprecyzował swoje preferencje, że następnego dnia kupiłam mu owe książeczki i wręczyłam w upominkowej torbie w formie prezentu. I pierwszy raz widziałam moje dziecko zachwycone prezentem! Włożył rękę do torby i powoli wyjmując książeczkę wyszeptał z zachwytem "pieski...". Nawiązując do wyrażania swoich upodobań nie mogę nie wspomnieć, że ostatnio po raz pierwszy wyszliśmy ze sklepu z artykułami dla dzieci z Jasiem znajdującym się na skraju płaczu, ponieważ nie kupiliśmy mu kredek, które sobie zażyczył (zażyczył! nasz Jasio!!).
Wodzenie rodziców za nos opanowane przez Jasia do perfekcji jest też kolejną zmianą w naszym życiu. Staramy się być twardzi i nie spełniać wszystkich zachcianek, ale jak tu być twardym, skoro dziecko tak pięknie się komunikuje. Wczoraj na przykład usłyszeliśmy piękne zdanie: Ja chcę jechać z mamą i tatą na wycieczkę...(!!) No i co zrobić, pojechaliśmy na wycieczkę. Manipulacje Jaśka sięgają jednak dalej, kiedy podaję mu wodę do picia, z błaganiem w oczach prosi mnie o noni (dajemy mu do picia sok Noni, który Jasiek bardzo lubi). Podajemy mu więc noni, Jasiek robi łyka... i prosi o mleko, tym razem z szelmowskimi iskierkami w oczach i szerokim uśmiechem :)
Rozpisałam się, a przykłady zmian zachodzących w Jasiu mogłabym długo mnożyć. Choćby to, że dostrzegam w Jasiu pierwsze iskierki empatii. Nie potrafię powiedzieć jak bardzo brakowało mi reakcji Jasia na widok mamy płaczącej (czytaj: udającej, że płacze bo się uderzyła i ją boli i chce, żeby Jaś przyszedł i ją przytulił). Do tej pory na takie akcje z mojej strony Jaś reagował albo śmiechem, albo reakcji nie było żadnej. Ostatnio ponowiłam próbę. Nadepnięta przez Jasia zareagowałam w sposób bardzo przerysowany i wyjaśniłam Jasiowi, że mnie boli i że będę teraz płakać. Na to Jasio sam zaczął płakać i powiedział, że "nie chce boleć". Obecnie kiedy tylko powiem "...bo mama będzie płakać" od razu słyszę zdecydowane "nie!" i Jaś biegnie dać mi buziaczka :)
Najbardziej spektakularną zmianą ostatnich dni jest nowa umiejętność Jasia. Janek opanował sztukę pisania na klawiaturze. Kiedy to odkrył był tak zachwycony, że aż dygotał z podekscytowania. "Zabawa" w pisanie, którą Jaś tak uwielbia polega na tym, że mama mówi słowo, a Jasiek pisze. Bardzo szybko opanował również pisanie polskich znaków, sprawiło mu to ogromną frajdę, kiedy naciskał przyciski alt + "l", a na ekranie pokazywało się "ł" (Jasiek z ekscytacji prawie piszczał :)). Ponieważ Jasiek od dawna literuje niemal każdy napotkany wyraz, obecnie okazuje się, że nie ma problemów z napisaniem słów typu "żółw", "księżyc", czy "ucho", których prawidłową pisownię po prostu zapamiętał dzięki swojej fenomenalnej pamięci wzrokowej. A żeby nasze pisanie na komputerze nie było bezproduktywne, matka wpadła na genialny pomysł i teraz Jaś wpisuje swoje wyrazy w zakładce Google Grafika, dzięki czemu po wpisaniu słowa "krowa" pokazuje mu się szereg obrazków krowy i Jasiek jest tym zachwycony, przegląda obrazki i powiększa sobie te, które szczególnie mu się podobają (jest to też dla mnie ciekawe studium upodobań Jasia, widząc jakie obrazki wybiera sporo mogę się o nim dowiedzieć).
Pozdrawiam wszystkich czytelników :)
Hallo:) Nareszcie nowy wpis i to taki fajny, az buzia się sama uśmiecha i nie chce przestać. Bardzo się cieszymy z postępów tego wspaniałego, małego Człowieka:) Ściskamy i trzymamy kciuki za wytrwanie w postępach.
OdpowiedzUsuńps. Jakich książeczek ze wspomnianej serii brakuje? :) czekamy na zamówienie:)
buziaki od Wujka i Cioci
Oj Ciotka, zamówienie nieco spóźnione bo z całej serii brakuje nam chyba tylko dwóch książeczek (morze, małe stworzonka) ;). Poza tym, Jaś polubił książeczki z okienkami, otwiera okienka i jeśli nie wie co znajduje się w środku, pyta "co to jest?" :)) Pozdrawiamy równie ciepło, buziaki :))
OdpowiedzUsuń