Pierwszą połowę lipca spędziliśmy w domu. Rozkoszujemy się wspaniałą możliwością bycia w domu z naszym dzieckiem. Może brzmi to dość przewrotnie, ale przewrotne nie jest. Rok szkolny wypełniony jest terapiami, dowożeniem na kolejne terapie, odbieraniem z terapii, spotkaniami z lekarzami, terapeutami, itp. Pozostaje bardzo mało czasu na zabawę i zwykłe bycie ze sobą. Zdecydowanie za mało. Obserwując radosnego Jasia, który wreszcie ma czas wolny i rodziców tylko dla siebie, zastanawiam się nad sensem obciążania tak małego przecież dziecka kolejnymi terapiami. Z jednej strony mam świadomość, że działanie wielotorowe i kompleksowa terapia przynosi wspaniałe efekty...jednak, jakim kosztem?
Dlatego też zaszyliśmy się w domu, obserwując jak Jaś w dalszym ciągu rozkwita i robi kolosalne wręcz postępy. Podam zaledwie kilka ich przykładów:
- Jaś jest coraz bardziej świadomy obecności drugiego człowieka. Do niedawna zdarzało się, że gdy wchodziliśmy razem do domu, Jasiek nie patrząc, że idziemy za nim, zamykał nam drzwi przed nosem (dla Jasia zamknięte drzwi to rzecz święta) i nie rozumiał, że coś zrobił nie tak. Obecnie, kiedy wchodzimy do domu, Jaś przytrzymuje drzwi i sprawdza, czy wchodzimy za nim, aby zamknąć je jak już wszyscy wejdą :) Jaś domaga się też na każdym kroku naszej obecności przy nim, i to nie tylko w domu. Kiedy wychodzimy poszaleć na trawie za blokiem, Jaś po jakimś czasie biegania zaczyna zmierzać ku piaskownicy, która znajduje się po drugiej stronie bloku. Ale nie idzie tam sam, zawsze spojrzy na mnie wołając "mama, chodź" i dopiero, gdy jest pewny, że idę za nim, rusza przed siebie :)
- Jaś wspaniale potrafi nazwać i sprecyzować czego w danym momencie chce. Potrafi również wspaniale odmówić, jeśli czegoś nie chce. Podam przykład, idziemy na spacer, upał odpuścił więc postanowiłam spacer nieco wydłużyć i zmienić oklepaną trasę spaceru. Ponieważ od tygodnia chodziliśmy tą samą trasą, spodziewałam się, że będzie problem. I rzeczywiście był. Ale Jaś świetnie sobie poradził z zakomunikowaniem mi, że coś jest nie tak. Kiedyś z pewnością mielibyśmy płacz. Teraz Jaś stanął i zaprotestował mówiąc do mnie : Nie tu!! I pokazał na swoją starą trasę mówiąc: Tu!! Podobnych sytuacji jest całe mnóstwo, a my cieszymy się z tego bardzo. Najzabawniej jest, gdy Jaś zaczyna się stawiać na całego. Wówczas, gdy mówię mu, że trawa jest mokra, on mi na to z wyrzutem, że chce suchą trawę. Jak mówię, że jest ciemno i jest noc i trzeba iść spać, Jasiek woła, że on chce jasny dzień. Kiedy każę mu jeść, on chce pić, jak mówię, że coś szybciutko zrobimy to Jaś chce robić powoli :)) A najlepszy numer wykręcił tacie, który starał się namówić Jasia do jedzenia starym tekstem "Jasiu, leci samolot, otwórz buzię...". Na to Jasiek oburzony: "Samolot nie!!! Helikopter!!!":))
- Jaś robi się świadomy swojego "ja" i to w dosłownym kontekście zaimka. Kiedy pytam kto zrobił bałagan, słyszę "ja", a nie jak jeszcze niedawno w trzeciej osobie "Jasio". Umie też bez problemu określić która rzecz w domu należy do którego domownika.
- Jaś poza domem nie jest bierny. Bacznie obserwuje i zapisuje sobie w główce wszystkie spostrzeżenia. Ostatnio się o tym przekonaliśmy. Przeglądałam z Jasiem jedną z książeczek, w pewnym momencie w książeczce pojawia się pytanie: co zabieramy ze sobą kiedy idziemy do sklepu? Jaś odpowiedział (bez chwili namysłu) - nocnik!:) Wyjaśniam, rzeczywiście, zawsze jadąc do centrum na zakupy zabieramy nocnik, żeby Jaś mógł się wysikać przed wyjściem do galerii. Jaś ustalił bowiem, że sika na nocnik i żadnego innego sposobu sikania nie dopuszcza. Przełamał się dopiero kilka dni temu i wysikał się na stojąco, co jest dla nas krokiem milowym, bo dało nam możliwość robienia dłuższych wycieczek z Jasiem.
- Jaś domaga się wzmożonej aktywności fizycznej, hasa po trawie niczym przecinak, a jego siły są niespożyte. Nieustannie domaga się też wycieczek z mamą i tatą. Ostatnio odwiedziliśmy więc poznańskie Zoo, wycieczka była bardzo udana, Jasiek zachwycony, szczególnie flamingami, bocianami i zebrami. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na Starym Rynku, a tam były gołębie... co na to Jasiek? Fotorelacja poniżej:
 |
| Jasio w szalonym galopie po przydomowej trawce. |
 |
| Po powrocie do domu: Jasiu co jadły zebry w zoo? Jasio: Trawkę!...i niech mi jeszcze ktoś powie, że to dziecko nie zauważa świata wokół niego |
 |
| Jaś i słoń |
 |
| Tygrys się nam schował, więc trzeba było jakoś go zastąpić... |
 |
| A tu już wspomniane wcześniej gołębie, Janek zachwycony, gołębie mniej :) |
 |
| Kopnąć go, czy nie kopnąć? ;) |
 |
| Gołębie szybko się nauczyły, że przed Jasiem trzeba uciekać :) |
 |
Nasze wakacyjne szczęście :)
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz